Są z nami, choć już na wiecznej wachcie... vol. 2

Są z nami, choć już na wiecznej wachcie... vol. 2

Uroczystość Wszystkich Świętych coraz bliżej, a my ponownie zabieramy Was w rejs wspomnień. Symbolicznie chcemy przypomnieć sylwetki dziesięciu wybitnych postaci, które z dumą zaprosimy na pokład Sztormowej DZ-ty. Na wachcie drugiej przywołujemy kolejną piątkę zasłużonych – nestorkę żeglarstwa wśród kobiet, wielkiego pechowca (którego nie dość, że pochłonął Trójkąt Bermudzki, to w dodatku ówczesna władza przyćmiła jego osiągnięcia), wybitnego konstruktora jachtów żaglowych, pasjonata żeglarstwa w pełnym znaczeniu tego słowa oraz łowcę przygód i kompozytora jednocześnie.

Czy trzeba urodzić się nad morzem, żeby wypłynąć w rejs marzeń? Otóż nie! I wcale nie trzeba być mężczyzną, żeby opłynąć samotnie świat. Co więcej, można tak samo kochać góry i morze, i spełniać się w każdej z tych pasji. Mało tego – zarażać innych i tworzyć specyficzną subkulturę, a nawet dyscyplinę olimpijską.

Na pokładzie wachta druga

Lista wielkich, którzy mieli ogromny wpływ na polskie żeglarstwo, a teraz pływają po Niebiańskim Oceanie niestety nie jest krótka. To trudne zadanie, żeby wybrać i przywołać w pamięci zaledwie kilka osób. Symbolicznie postanowiliśmy przypomnieć sylwetki dziesięciu wybitnych postaci, które z dumą zaprosimy na pokład Sztormowej DZ-ty.

W pierwszej odsłonie „Są z nami, choć już na wiecznej wachcie… vol. 1” upamiętniliśmy Sztormowym Światełkiem: gen. Mariusza Zaruskiego, Antoniego Aleksandrowicza, admirała Józefa Unruga, Leonida Teligę i Zbigniewa Puchalskiego. Czas pochylić ukłony przed wachtą drugą.

Żeglarstwo nie tylko dla mężczyzn

Historia polskiego żeglarstwa to nie tylko sylwetki dzielnych mężczyzn. Wśród pasjonatów żeglarstwa są także kobiety – charyzmatyczne i wrażliwe jednocześnie. Jedną z nich jest Zofia Sumińska (1918 -2013) – polska działaczka i popularyzatorka żeglarstwa, międzynarodowy sędzia żeglarski i bojerowy, jachtowy kapitan żeglugi wielkiej, instruktorka żeglarstwa PZŻ.

Na co dzień pracowała jako konserwator zabytków. Przez 14-lat piastowała także stanowisko przewodniczącej Komisji Turystyki Żeglarskiej ZG PTT. Była wybitną instruktorką, nauczycielką i wychowawczynią wielu pokoleń polskich żeglarzy jachtowych, nestorką i popularyzatorką żeglarstwa wśród kobiet. Dziś to nasze Sztormowe Dziewczyny kontynuują tę misję i są rzeczniczkami żeglarstwa wśród płci pięknej.

Trzynastego pochłonął go Trójkąt Bermudzki

W rozmowie o polskich żeglarzach pojawiłoby się zapewne wiele nazwisk. Każdy ma przecież swoich ulubionych bohaterów, którzy mu zaimponowali postawą czy osiągnięciami. Ale czy ktoś wspomniałby również o nim? Choć przepłynął samotnie Atlantyk, to niestety historia i ówczesne rządy przyćmiły jego osiągnięcia. Sztorm Grupa jednak pamięta! I w zaduszkowych wspominkach Sztormowe Światełko chcemy skierować także w jego stronę.

Krzysztof Grabowski (1921-1964) – polski lotnik i żeglarz, pierwszy Polak, który samotnie przepłynął Atlantyk. W czasie II wojny światowej służył jako strzelec na bombowcu w polskim dywizjonie 301 RAF. Po wojnie żył w Libii i w Tunezji.

W kwietniu 1959 r. na jachcie „Tethys” (kuter, ok. 40 m kw. pow. ożaglowania, 7,6 m dł.) wyruszył samotnie z Tangeru i w lipcu zawinął do Nowego Jorku, gdzie hucznie go witano. Kilka lat po tym wydarzeniu, Grabowski wyruszył w kolejny rejs. Tym razem na jachcie „Enchantress” płynął w stronę Haiti. Na swej drodze napotkał jednak wyjątkowo silny huragan. Jacht zaginął 13 stycznia 1964 r. w rejonie słynnego Trójkąta Bermudzkiego. Ani jednostki, ani polskiego żeglarza nigdy nie odnaleziono. Krzysztof Grabowski pozostawił pamiętnik pt. „Casting Off”, który dzięki staraniom rodziny został wydany w 2012 r.

Rejsy jachtami własnej konstrukcji

Jego rejsy jachtami własnej konstrukcji (Spaniel i Spaniel II) były symbolami osiągnięć polskiego żeglarstwa. To jeden z najlepszych polskich żeglarzy regatowych. Mowa o Kazimierzu „Kubie” Jaworskim – jachtowym kapitanie żeglugi wielkiej i konstruktorze jachtowym – którego nie może zabraknąć w rejsie wspomnień pod żaglami Sztormowej DZ-ty.

Kazimierz „Kuba” Jaworski (1929-2005) urodził się w miejscowości Augustowo. Swoją przygodę z żeglarstwem rozpoczął w 1939 roku na jeziorze Głęboczek. W czasie okupacji jego rodzina została wysiedlona do Krakowa. Pierwsze stopnie żeglarskie zdobył w Gdyni, a następnie działał w krakowskim Jachtklubie „Szkwał”. Został pierwszym prezesem Krakowskiego Okręgowego Związku Żeglarskiego, a później jego wieloletnim sekretarzem. W latach 60-tych rozpoczął  pracę w biurze konstrukcyjnym szczecińskiej stoczni jachtowej i dał się poznać jako wybitny konstruktor. Był współprojektantem jednostek Draco, Taurus, Spaniel i Spaniel II oraz współtwórcą koncepcji jachtu Spanielek i współkonstruktorem jachtu Polonez.

W 1976 roku Jaworski wystartował w Transatlantyckich Regatach Samotnych Żeglarzy „OSTAR” na trasie Plymouth – Newport, gdzie na jachcie „Spaniel” w klasie Jester zajął drugie, a w klasyfikacji generalnej trzecie miejsce. Rok później zajął tę samą pozycję na jachcie „Spanielek” . W OSTAR’80 wystartował na jachcie „Spaniel II”. Zajął VI miejsce, ale podczas regat jego jacht był najszybszym jednokadłubowcem na trasie!

Nie sposób wyliczyć w tym miejscu wszystkich osiągnięć „Kuby” Jaworskiego. Brał udział w 100 regatach, zostając ich wielokrotnym zwycięzcą.  Lista jego żeglarskich osiągnięć zdaje się nie mieć końca. Nic więc dziwnego, że za swoje osiągnięcia otrzymał wiele prestiżowych nagród i odznaczeń.

Oddany żeglarstwu całkowicie

Jest taki żeglarz, który całym sobą oddał się pasji żeglarstwa. Nigdy nie założył rodziny, a jego ukochany jacht „Maria” był dla niego domem i całym życiem.

Niezwykła osobistość, wielki podróżnik – Ludomir „Ludek” Mączka (1926 – 2006). Urodził się we Lwowie, studiował we Wrocławiu na Wydziale Nauk Przyrodniczych. Pogodny, pełen wigoru, przekornie otrzymał przydomek „Ludojad”.

Po ukończeniu studiów podjął pracę w Dolnośląskiej Stacji Terenowej Państwowego Instytutu Geologicznego we Wrocławiu, następnie w Instytucie w Warszawie, aż wreszcie przeprowadził się do Szczecina, by móc być bliżej morza. W roku 1955 otrzymał stopień instruktora żeglarstwa, dwa lata później stopień jachtowego kapitana morskiego i jako członek załogi jachtu „Zew Morza” wyruszył w pierwszy po wojnie rejs do Narwiku. W roku 1959 Ludomir Mączka jako zastępca kapitana Emila Żychiewicza na drewnianym jachcie „Witeź II” popłynął w pionierski rejs ku Islandii.

W latach 60-tych pracował jako geolog – w Zachodniej Mongolii, Ameryce Południowej i Zambii. Zarabiał i oszczędzał z myślą o własnym jachcie. Kupił i wyremontował 11-metrowy kecz o nazwie „Maria”. Jak sam wspominał, była to miłość od pierwszego wejrzenia.

„Ludek” wreszcie mógł zrealizować swe młodzieńcze marzenie – chciał opłynąć kulę ziemską. Przez 11 lat, w latach 1973 – 1984, odbywał swój rejs po morzach i oceanach. Przebył 70 tysięcy mil morskich, w tym 1500 mil samotnie. Rejs Ludomira Mączki był, obok rejsu Leonida Teligi, jedną z pierwszych prywatnych wypraw podjętych na własne ryzyko i koszt.

Nie sposób wymienić wszystkich żeglarskich dokonań Ludomira Mączki. Trudno też zliczyć nagrody, jakie otrzymał. Ów znakomity żeglarz przebył blisko 200 tysięcy mil morskich, przepływając ośmiokrotnie Atlantyk, czterokrotnie Pacyfik i trzykrotnie Ocean Indyjski. Okrążył Australię i przebrnął przez lody Arktyki. Jego przeżycia stały się tematem kilku książek, filmów i wystaw.

Łowca przygód i kompozytor jednocześnie

Czym byłoby żeglarstwo bez szant? Czym by był rejs wspomnień bez wspólnego szantowania? Dlatego wśród wybitnej załogi Sztormowej DZ-ty nie może zabraknąć także pływającego kompozytora i poety, członka zespołu „Stare Dzwony”, który z powodzeniem można określić jako jeden z filarów polskiej sceny szantowej.

Janusz Sikorski (1950-1995) – wokalista i instrumentalista, poeta i kompozytor, wykonawca szant, autor tłumaczeń i tekstów wielu pieśni o tematyce żeglarskiej i morskiej, żeglarz, jachtowy kapitan żeglugi wielkiej, obieżyświat i łowca przygód.

Był absolwentem Wydziału Filologii Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego. Ukończył Średnią Szkołę Muzyczną w Koszalinie w klasie oboju. Wspólnie z Jerzym Porębskim, Markiem Szurawskim i Ryszardem Muzajem założył popularną grupę szantową „Stare Dzwony”.

Był także dziennikarzem Rozgłośni Harcerskiej  (Program IV PR) oraz warszawskiego biura Radia Wolna Europa. W Rozgłośni Harcerskiej wraz z Markiem Szurawskim prowadził cykl audycji pt. „Kliper siedmiu mórz”, popularyzujących muzykę szantową.

 

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (1 -liczba głosów, ocena: 5,00 z 5)
Loading...