Co je samotny żeglarz w trakcie rejsu dokoła świata non-stop?

Co je samotny żeglarz w trakcie rejsu dokoła świata non-stop?

Co je samotny żeglarz w trakcie rejsu dokoła świata non-stop? Ryby latające? Mięso rekina? Konserwy? Skąd bierze wodę, bo choć za burtą jej bezkres, to do picia się nie nadaje.

Dobre przygotowanie jest jednym z głównych elementów projektu, jeśli nie najważniejszym. Oprócz przygotowania jachtu, zaplanowania trasy, fizycznego i psychicznego przygotowania kapitana, to właśnie właściwie przemyślane zaprowiantowanie jachtu jest szalenie ważne!

Rafał Moszczyński zakłada, że rejs potrwa ok 150 dni. Oczywiście ostatecznie to warunki pogodowe i wytrzymałość kapitana oraz jachtu pokażą, na ile trafnie Rafał ocenił długość rejsu. Tak czy inaczej, około 5-6 miesięcy. Bardzo dużo czasu.

1. Woda.

Człowiek może przeżyć bez wody od 4 do 7 dni. Woda stanowi ok 70% naszego ciała. Każdego dnia powinniśmy wypijać 1,5 do 2 litrów wody. Lekko zatem licząc na 150 dni potrzebujemy ok. 300 litrów czystej, zdatnej do picia wody.

 

Czy zatem powinien być to duży zbiornik, w którym zmieści się cała woda? Co w przypadku rozszczelnienia lub zanieczyszczenia? Wtedy tracimy cały zapas i jesteśmy w głębokich tarapatach.

Może lepszym pomysłem jest 200 butelek 1,5 litrowych z wodą? A może po prostu odsalarka i będziemy czerpać wodę zza burty? Tyle, że odsalarka to koszt ponad 10 tyś zł. Albo deszczówka – na filmach rozbitkowie zawsze zbierają wodę deszczową. Odpada nam wtedy ten cały balast i wożenie 300 kg wody po oceanach. Tylko co, jeśli nie będzie padać jakiś czas?

 

Na Wojowniku ze względów na mały budżet nie będzie odsalarki, woda do picia będzie zgromadzona w 1,5l i 5l opakowaniach „fabrycznych”. Woda butelkowana przemysłowo jest w swoim procesie dobrze zabezpieczona przed zepsuciem i bardzo długo zachowuje swoje pierwotne parametry. Do tego zabieram około 200l wody technicznej w 10l baniakach. To woda, którą trzeba przed spożyciem uzdatnić płynem, tabletkami lub proszkiem. Będzie używana głównie do celów higienicznych, ale ma też swoje pierwotne i najważniejsze zastosowanie. Łącznie jakieś 500 litrów wody, czyli tyle ile pojemności ma jedna duża wanna! 

Wojownik ma w centralnej części kadłuba wbudowane szachty balastowe, które w zależności od halsu będą wypełnione wodą w tych dziesięciolitrowych bańkach, co wydatnie poprawi parametry stateczności początkowej i końcowej.

 

2. Chleb – na każdym polskim stole podstawowym produktem na śniadanie jest chleb!

Ale jak sprawić by 143 dnia zabrany z Polski chleb był nadal świeży? Może samodzielne pieczenie chleba na jachcie? W tym wypadku wybór padł na chleb wojskowy o bardzo długim terminie przydatności.

Głównie ze względów bezpieczeństwa gotowanie na Wojowniku jest ograniczone do minimum i sprowadza się jedynie do podgrzania wody lub gotowej zupy a pieczenie w tych warunkach jest niewykonalne. Chleb, który zabieram jest to najwyższej jakości dobry, ciemny, wojskowy chleb w 400 gramowych porcjach zapakowany w specjalne dwu komorowe opakowanie, po około 6 miesiącach wystarczy odświeżyć bochenek po przez podgrzanie go w ciepłej wodzie. To rozwiązanie testowałem na samotnym rejsie przez Atlantyk – sprawdziło się w 100%.

3. Nabiał, mięso, wędliny.

To, co planujemy spożyć niedługo, schowamy do lodówki, a to, co na później, pójdzie do zamrażarki. Bardzo śmieszne. Najbardziej reglamentowane dobro na jachcie żaglowym to prąd! A więc nici z lodówki, a tym bardziej zamrażarki! Zatem chyba tylko suszona kiełbasa pozostaje.

Podsumowując – co zatem jeść by przeżyć, jak odżywiać się prawidłowo, zdrowo by mieć siłę, kondycję fizyczną, ale również dobry nastrój?

Co na śniadanie, co na obiad i kolację?

Podstawowym pożywieniem w samotnym rejsie na długim dystansie jest żywność liofilizowana, która może być przechowywana przez bardzo długi okres. Nie trzeba również dużo zachodu by przygotować taki liofilizowany posiłek. Jest on w pełni wartościowy, zawiera dużo węglowodanów, tak bardzo potrzebnych na jachcie. W razie biedy, można go zalać nawet zimną wodą i może będzie mniej smaczny, ale tak samo pożywny.

Źródło: www.lyofood.pl

Proces liofilizacji polega na kontrolowanym dostarczaniu ciepła do zamarzniętego produktu w próżni, tak aby umożliwić zamarzniętej wodzie w produkcie przejście bezpośrednio ze stanu stałego do stanu lotnego (czyli umożliwić parowanie lodu).

Aby proces mógł zakończyć się sukcesem liofilizacja powinna trwać od 16 do 24 godzin. Poprzez odwodnienie, posiłek traci ponad 90% swojej pierwotnej wagi a zawartość wilgoci w końcowym produkcie jest zredukowana do 2%.

 

Źródło: www.lyofood.pl/

Jeśli liofilizowany produkt jest szczelnie zapakowany, żywność może być przechowywana przez wiele lat.

 

5. Dodatki dla smaku

No, ale co poza tym? Na pewno pasztety – zapakowane w lekkie, aluminiowe foremki, o długim terminie przydatności.

Alek Nebelski, który wspierał Asię Pajkowską w jej samotnym rejsie, zawsze wspomina o ogórkach kiszonych – chronią przed szkorbutem, nie psują się i są bardzo cennym dodatkiem do wszelkich dań, a w szczególności do pasztetu! Do tego serki topione, które o dziwo, w wysokiej temperaturze nie zmieniają swojej konsystencji i są długowieczne plus orzechy, tradycyjne suchary, bakalie, mleko skondensowane, trochę słodyczy, batonów energetycznych i już 😊.

 

6. Co z owocami i warzywami?

Czy na oceanie można spotkać jakiś dryfujący targ świeżości? Pewnie nie, jak zatem samotny żeglarz może się przygotować w tym temacie? W dzisiejszym, nowoczesnym jachtingu problem szkorbutu w kontekście świeżych warzyw i owoców już nie istnieje. Produkty liofilizowane są tak zbilansowane, że organizm dostaje to co potrzebuje, do tego mogę suplementować syntetyczne witaminy i całą gamę preparatów przetestowanych w kosmosie a dzisiaj dostępnych w każdej aptece czy sieci drogerii. Inną kwestią pozostaje fakt, czy mentalnie potrafimy zaakceptować fakt braku świeżych produktów, których przez pół roku nie będzie. Ja nie mam z tym problemu, priorytetem jest bezpieczeństwo, szybka, optymalna żegluga a jedzenie, tym bardziej wyszukanych potraw to rzecz bez znaczenia.

 

7. Żaden obiad nie jest w pełni wartościowy, jeśli nie jest zakończony deserem!

Czy nasz samotny żeglarz zabierze ze sobą czekolady, batony, ciastka i inne łakocie? Mogą one osłodzić trudne chwile, których pewnie nie będzie brakowało w trakcie rejsu. Na lądzie jestem łasuchem i czasami przeszkadza mi to nawet w codziennym funkcjonowaniu, ale na oceanie to się zmienia. Czekolada na brzegu uchodzi za deser a na łódce jest zapakowana w dużej ilości np. do grabbaga ewakuacyjnego i jest skondensowaną kostką energetyczną ratującą życie. Są oczywiście specjalistyczne porcje ratunkowe, które mają upchnięte więcej energii na cm2, ale czekolada jest tańsza, łatwiejsza i na pewno lepsza!

 

 

8. Piracka butelka rumu

Piraci z Karaibów zawsze mieli przy sobie butlę rumu i nie wahali się z niej pociągać by osłodzić swoje pieskie życie marynarza. Ale nadmiar alkoholu bywa niebezpieczny, można przecież skręcić w złą stronę i zamiast do Indii dopłynąć do Ameryki. Na Wojowniku alkohol ma niewiele zastosowań i z tego powodu będzie w symbolicznej ilości. Pewnie wzniosę toast, aby Neptun był łaskawy, może przywitam nowy 2020 rok, czy Horn, jeśli będzie dane do niego dopłynąć?. Jednak w codziennej żegludze na tak wymagającej łódce i akwenie nie ma miejsca na dekoncentrację, koszty mogą być zbyt duże. Poza tym kapitan powinien świecić przykładem, co by pomyślała załoga widząc „pierwszego po bogu” na miękkich nogach?:)

 

 

Kończąc zwiedzanie ładowni jachtu Wojownik VIII, który już za chwilę wyrusza w swój najtrudniejszy rejs, obiecujemy pokazać zdjęcia ze sztauowania prowiantu i solidną relację z przebiegu rejsu.

Chcesz wiedzieć więcej? Bądź na bieżąco i śledź przygotowania do SOLO NON-STOP 2019

 

 

 

 

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (9 -liczba głosów, ocena: 5,00 z 5)
Loading...
Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *