Jak to się zaczęło – poniżej prezentujemy wywiad z Markiem Waszczukiem – założycielem i prezesem Sztorm Grupy, rozmawia Karolina Kaczmarek

KK: Dlaczego żeglarstwo?

MW: Dlaczego? Żeglarstwo zawsze kojarzyło mi się z eleganckim sportem, trochę elitarnym, trochę sportowym stylem życia. Było czymś innym niż piłka, w którą każdy chłopak gra pod blokiem, nic niezwykłego. A jachty to co innego – każdy obejrzy się za jachtem, nie? (śmiech)

KK: Chciałeś się wyróżniać?

MW: Tak. Zawsze chciałem być oryginalny, inny, nieprzeciętny. Czy lepszy nie wiem, ale na pewno odróżniający się od szarego tłumu w markecie. Jak każdy chłopak chciałem imponować dziewczynom, robić na nich wrażenie. Żeglarstwo było takim moim sposobem, który pomagał mi to realizować. Wiesz, żagle są sexy 🙂

KK: Ale miałeś z kim to realizować? Miałeś kogoś kto Ci to wszystko pokazał?

MW: Tak, żaglami na pewno zarazili mnie rodzice, którzy zabierali mnie w dzieciństwie w rejsy. Pływałem jako balast, nie wiedziałem o co chodzi z tymi żaglami, ale powoli chłonąłem tę miłość do żeglarstwa, ten cały klimat – ogniska, etykieta jachtowa, Mazury… Później jeździłem na obozy żeglarskie, kursy żeglarskie, po kolei zdobywając uprawnienia, pływałem z kumplami, poznawałem nowych ludzi, i tak powoli żeglarstwo wypełniało całe moje życie. Z wakacyjnej przygody stawało się stylem życia na codzień.

Ostatnie 10 lat to zdecydowanie wpływ mojej żony – to ona stoi za moim sukcesem, od początku naszej znajomości wspierała mnie we wszystkich projektach i to ona podsunęła wiele pomysłów.

KK: Można to nazwać pasją?

MW: Zdecydowanie! Choć przechodziłem przez różne etapy, kiedy np. łódkę traktowałem jako pływającą imprezownię i z kumplami pływałem od portu do portu. Ale to szybko minęło i potem już wpadłem po uszy.  Organizowałem rejsy żeglarskie na Mazurach dla znajomych, oni zabierali swoich znajomych, z tego zrobiły się majówki na 150 osób, kolejni ludzie wciągali się w żagle. Wychodziło mi to.

KK: No dobra, pasja pasją, ale czemu zdecydowałeś się na założenie firmy? Nie obawiałeś się? Dużo osób uważa żeglarstwo za sport ekskluzywny, druga część uważa żeglarzy za jakichś wędkarzy w krzakach, no i na dodatek nie jest to taki sport powszechny jak piłka nożna czy bieganie. Zdecydowałeś się na założenie firmy związanej ze sportem sezonowym, nie lepiej było iść utartą ścieżką? Praca w korporacji gdzieś w mokotowskim Mordorze w godzinach 9-17 i do domu?

MW: Dokładnie tak jak powiedziałaś, w Polsce są dwa obrazy żeglarstwa. Z jednej strony mamy żeglarstwo szuwarowo-bagienne, gdzie takim symbolem jest dla mnie spocony, gruby bosman siedzący na skrzynce piwa. Z drugiej strony jest elitarny sport, elegancki – białe koszulki polo, ładne, drogie ubrania, piękne jachty. Elegancja i styl 🙂  A ja czułem, że jest jeszcze coś po środku, przestrzeń z całą tą elegancją i prestiżem żeglarstwa, ale dostępna dla szerokiej publiczności: wiesz, zasady, etykieta żeglarska, styl życia. I że każdy, kto chce dołączyć, może wziąć w tym udział. A skoro żeglarstwo jest moją pasją, wypełnia każdy dzień mojego życia, w moich imprezach żeglarskich bierze udział coraz więcej ludzi, to znaczy, że ludzie chcą żeglować, chcą się w to bawić, wchodzić w to. Tylko może nie wiedzą, że ten sport jest dostępny, że daje tyle frajdy i że jest dla każdego. Postanowiłem wypełnić tę lukę i zająć się tym biznesowo, pokazać żeglarstwo szerokiej publiczności. Rozpoczęły się kursy żeglarskie, rejsy, kursy motorowodne. Ale dostrzegłem jeszcze jeden, bardzo ważny element – żagle to świetny temat dla biznesu. I stworzyłem ofertę żeglarską dla biznesu – jesteśmy obecni we wszystkich hotelach nad Zalewem Zegrzyńskim, realizujemy eventy, regaty firmowe, rejsy dla grup.

KK: Opłacało się?

MW: Mimo tego, że czasem było naprawdę ciężko (zaczynałem od kompletnego zera), nigdy nie żałowałem, że podjąłem taką decyzję. Okazało się, że trafiłem w 10. Najlepszym chyba przykładem jest fakt, że ludzie, którzy nie mieli dotąd żadnej styczności z żeglarstwem wysyłają dzieci na nasze półkolonie żeglarskie, potem na obozy żeglarskie, chcą żeby ich dzieci żeglowały – w wakacje 2016 było  z nami w sumie ponad 1100 dzieci. W kursach żeglarskich biorą udział i młodzi i starsi, nasza firma rozwija się w bardzo szybkim tempie, wprowadzamy kolejne produkty i wydaje mi się, że wypełniamy tę potrzebę –  wprowadzamy wszystkie pokolenia w zaczarowany, piękny świat żeglarstwa.

KK: No właśnie, ostatni sezon 2016 jak tak się przyglądam, wyglądał na udany – wspomniane przez Ciebie półkolonie żeglarskie, ponad 1100 dzieci, kursy żeglarskie, sekcja regatowa, eventy firmowe, no i Sztorm Regatta Team – zespół walczący na wodzie z najlepszymi w Polsce na największych imprezach. Jak oceniasz ten rok, czy spełnił Twoje oczekiwania?

MW: Zdecydowanie tak, ten rok absolutnie potwierdził, że robimy kawał dobrej roboty. Kursy żeglarskie, wprowadzamy kolejne produkty, które pozwalają żeglarzom rozwijać się, jest coraz większe zainteresowanie tym sportem i jedyne, czego nam brakowało, to ta sportowa, wyczynowa strona żeglarstwa, która nadawałaby pozostałym elementom  blasku, podkreślałaby tę aktywno-sportową działalność żeglarską. Taki sportowy akcent, sponsorzy, duże imprezy, najwyższy poziom zawodników. Teraz mamy komplet. Załoga Sztorm Regatta Team reprezentuje naszą firmę na takich imprezach jak Polish Match Tour czy Polska Ekstraklasa Żeglarska i walczy z takimi nazwiskami jak Tarnacki, Wosiński czy Zbroja. Stworzyliśmy dodatkowo sekcję regatową, gdzie szkolimy zwykłych żeglarzy, otwieramy dla nich niedostępny dotąd świat żeglarstwa regatowego. I okazuje się nagle, że każdy może może wziąć w tym udział, ścigać się na jachtach, jeździć na wydarzenia sportowe.

KK: Trochę takie połączenie zwykłych zjadaczy chleba z tą kadrą instruktorską, zawodnikami z najwyższej półki? Czy dobrze rozumiem, że kursanci mogą mieć kontakt codzienny z tymi zawodnikami, którzy ich uczą? Dzieciaki też?

MW: Dokładnie tak, Sekcja regatowa dla dorosłych, akademia regatowa dla młodzieży i sekcja Optimist dla dzieci od 6 roku życia. Szkolą tu takie nazwiska jak Anna Weinzieher – olimpijka z Londynu 2012 czy Szymon Jabłkowski, Krystian Moszczyński – czynni zawodnicy regatowi, Piotr Małecki – mistrz Polski w klasie Omega. Nie tylko dorośli, ale przede wszystkim dzieci mogą uczyć się tutaj od najlepszych. Cały ten biznes opiera się na ludziach, dlatego w tym temacie działam bez kompromisów – mamy najlepszą kadrę, która bardzo ciężko pracuje, daje z siebie wszystko.

KK: Czyli już nie tylko zostaje nam oglądanie piłki nożnej?

MW: Absolutnie nie. Wszytko się zmienia, żeglarstwo również – wystarczy popatrzeć na takie wydarzenia jak Puchar Ameryki – najdroższe regaty na świecie czy Volvo Ocean Race – marketing, jaki wokół tego jest robiony to kosmos.

KK: Wszystko tak pięknie brzmi, ale co w tym wszystkim Cię najbardziej boli, wkurza?

MW: Wkurza mnie dziadostwo. Wkurza mnie to, że wiele ludzi w Polsce nadal postrzega żeglarstwo jednak przez ten pryzmat szuwarowo-bagienny firm, które proponują bardzo niski standard za niską cenę i mogą zniechęcić innych do żeglarstwa, pokazując ten zły obraz. Na codzień musimy walczyć z sytuacją, którą zastaliśmy na rynku, gdzie 5-weekendowe szkolenie żeglarskie kosztuje 950zł. To jest efekt polityki, którą stosuje cześć firm, wynagrodzenie instruktora żeglarstwa, który musi posiadać bardzo dużą wiedzę i umiejętności, umieć je przekazać, być zarazem świetnym żeglarzem i wspaniałym nauczyciele, umieć przekazać pasję i miłość do żeglarstwa – jest niższe od pani sprzątającej w domu, przy całym szacunku dla tej pracy. Uważam, że to nie jest fair i duża część mojej pracy to walko o zmianę tej sytuacji – chcemy zatrudniać najlepszych i będziemy walczyć o jak najlepsze pieniądze dla nich. Bo są tego warci.

KK: Projekt z którego jesteś najbardziej dumny?

MW: To zdecydowanie Półkolonie żeglarskie „Sztormiaki”, tak, to jest projekt, który wymagał od nas bardzo dużego poświęcenia i przygotowania, ale który fantastycznie rozbudowaliśmy, i dzięki stworzeniu silnej kadry, jesteśmy w stanie zaproponować dzieciom coś unikalnego. Coś co pozwala połączyć wesoły wypoczynek, sportowy styl życia i naukę żeglarstwa. Ale przede wszystkim naszym celem jest pokazanie dzieciakom, że żeglarstwo jest cudowne, że daje tyle radości.

Trochę inna sprawa jest w przypadku osób dorosłych, którzy zapisują się na kursy żeglarskie. Oni w pełni świadomie podejmują decyzję, płacą i wiedza po co przyszli. Natomiast zupełnie inaczej jest w przypadku dzieci. Dzieci zapisywane są przez rodziców, naszym zadaniem jest wzbudzenie w nich zainteresowania, pokazanie żeglarstwa od strony zabawy, ale utrzymując jednocześnie dyscyplinę, zasady, etykietę żeglarską, która nie na wszystko pozwala. Chcemy tutaj stworzyć taki żeglarski Harvard. Najlepszym dowodem jest to, że mama w tym roku zapisała córkę na 7 turnusów pod rząd – niewiarygodne co? Rodzice doceniają to, co robimy. Ankiety, które przeprowadziliśmy na koniec sezonu wakacji przeszły nasze najśmielsze oczekiwania. 98% rodziców oceniła nas rewelacyjnie, a tylko 2% ocenia średnio nasze półkolonie. Ogromna większość chce z nami być, chce się z nami rozwijać i chce z nami wchodzić w to żeglarstwo coraz głębiej i to nakłada na nas ogromną odpowiedzialność i daje zarazem pole do popisu na przyszłość.

KK: Jak widzisz Sztorm Grupę za 10 lat?

MW: Nie ukrywam, że naszym celem jest pozycja numer 1 w świecie żeglarskim (śmiech).
Od lat konsekwencje budujemy naszą pozycję, markę, renomę w środowisku żeglarskim.
Jesteśmy przekonani o tym, że robimy to świetnie i odnosimy sukcesy na tym polu. Chcemy za 10 lat by w głowach Polaków słowo „żeglarstwo” kojarzyło się z marką Sztorm Grupa.

Ale przed nami jeszcze bardzo dużo ciężkiej pracy 🙂

ŹleSłaboDobrzeBardzo dobrzeSuper! (2 votes, average: 5,00 out of 5)
Loading...