Ile razy tak miałeś? Zapływasz do któregoś z mazurskich portów. Miejsce masz już upatrzone, ludzie porozstawiani na cumach, desant gotowy, wszyscy wiedzą co robić, bo z nimi to wcześniej omówiłeś!statler_waldorf
Powoli zbliżasz się do kei…
Podpływasz i już widzisz. W miejscu, gdzie planowałeś stanąć powoli zaczynają gromadzić się ludzie. Jak nic – doradcy. Oni wiedzą lepiej, oni znają się bardziej. Tak jakby tylko czekali na nieszczęśnika, któremu trzeba pomóc w niedoli. Chce tego czy nie. A zatem każdy doradca służy oczywiście dobrą radą i wie najlepiej, co zrobić, żebyś zaparkował tak, jak trzeba.
Płyniesz… małe obroty, toczysz się. A tu już pierwszy nie wytrzymuje – bardziej w lewo! Drugi wtóruje „Pan rzuci cumę!”, kolejny „złap najpierw boje!” itd., itd. Oczywiście cały Twój misterny plan bierze w łeb, bo już załoga zamiast słuchać Ciebie, słucha Loży! I sprawdza… Dobrze robisz? A może jednak Twoje manewry były źle zaplanowane?

NIEISTOTNE!

Pamiętaj – jak Cię Loża na kei wita, przywitaj się i rób swoje. To Ty tu dowodzisz, to Ty trzymasz ster w ręku. Załoga także w ciszy i spokoju ma wykonywać to, co zaplanowaliście. I nawet jeśli manewry nie wychodzą tak, jak trzeba (jak ktoś Cię obserwuje to zawsze coś musi wyjść nie tak! tak to już jest 😉 , niech loża wie, że ich pokrzykiwania nic nie wnoszą, że są Ci obojętne.Każdy manewr można powtórzyć. Ważne, żeby nie dać się wciągnąć w dyskusje z Lożą a robić swoje. W ciszy i spokoju, nie dając się wciągnąć w ten chaos, który zazwyczaj powstaje, gdy loża zbiera się na kei.
Wszystkie Loże to fajne chłopaki, ale lepiej jak siedzą cicho i nie przeszkadzają 😉

ŹleSłaboDobrzeBardzo dobrzeSuper! (No Ratings Yet)
Loading...